Doszedłem do wniosku, że John Terry w swoim życiu był wierny tylko jednemu - barwom Chelsea Londyn. Nie licząc kariery juniorskiej w West Ham United i krótkiego wypożyczenia do Nottingham Forrest reprezentował wyłącznie londyńską drużynę, której zresztą jest kapitanem. Ostatnio jednak 31-latek sukcesy odnosi wyłącznie na murawie, bo poza nią jego życie przypomina nieco równię pochyłą. Wszystko toczy się w dół. Szybko.
Terry nie jest do końca normalny. Oczywiście każdy z nas ma swoje własne odchyły, jego jednak są specyficzne i bezsensowne. To nie jest pajacowanie z kumplami po pijaku. To jest jakiś dziwny problem z głową. Już we wrześniu 2001 roku pokazał swoje możliwości. Wraz z Lampardem i Gudjohnsenem został zawieszony przez klub za incydent w barze na lotnisku Heathrow. Co też wymyślił John? Gdy Amerykanie oglądali strażaków szukających ciał w zawalonych budynkach World Trade Center, wraz z koleżkami rzucał w nich jedzeniem, a w końcu któryś z piłkarzy się obnażył. Można powiedzieć, że nie stała się wielka tragedia, pozostał jednak pewien niesmak, poprawiony w sierpniu 2002 roku. Terry był już podstawowym zawodnikiem Chelsea. Pomyślał być może, że wiąże się to z pewnymi pozaboiskowymi przywilejami, postanowił więc zaatakować butelką bramkarza w jednym z londyńskich klubów. Rok później zadebiutował w kadrze Anglii, wkrótce zastąpił Marcela Desailly w funkcji kapitana Chelsea. Zdawało się, że ustabilizował swoje życie prywatne. Kariera pędziła do przodu jak Niemcy w '39. Powtarzam jednak, że Terry normalny nie jest i udowodnił to kolejny raz w 2004 roku, gdy uprawiał sex z 17-letnią Jenny Barker w swoim Bentleyu na publicznym parkingu. Wówczas był już zaręczony z Toni Poole, którą zresztą przed ślubem w 2007 roku zdradził, wg różnych źródeł, około dziewięciu razy. Jako świeżo upieczony mąż zarzekał się, że nigdy więcej tego nie zrobi. Oczywiście się nie udało. Jaki byłby z niego wtedy skandalista?!
W styczniu 2010 jak bomba wybuchła informacja o tym, że John przez 4 miesiące w 2009 roku miał romans z Vanessą Perroncel, która wówczas była dziewczyną Wayne'a Bridge'a. To się w głowie nie mieści. Kapitan reprezentacji Anglii stuka dziewczynę kolegi z kadry i wcześniej z klubu. Czy Terry myślał, że zadziała zasada "brat po bracie na jednym blacie"? Jeśli tak, grubo się pomylił. Został pozbawiony funkcji kapitana, tabloidy o tej sprawie pisały bardzo długo i bardzo dużo. Terry jako człowiek wydawał się spalony. Pozostawała mu zatem gra w piłkę. A to w dalszym ciągu wychodziło mu świetnie. Na tyle, że w marcu 2011 roku odzyskał tytuł kapitana reprezentacji. Decyzja ta zresztą spotkała się z falą krytyki wobec Fabio Capello.
Długo na tym stanowisku się jednak nie utrzymał. Tym razem pokazał nawet na boisku, że z jego głową ciężko. 2 listopada 2011 roku policja wszczęła dochodzenie w sprawie rasistowskich wypowiedzi wobec Antona Ferdinanda, brata Rio Ferdinanda, z którym Terry gra na środku obrony w kadrze, podczas meczu z Queens Park Rangers. Co takiego powiedział nasz bohater? "Fucking black cunt" czyli w lużnym tłumaczeniu "pierdolonym czarnym debilem". W grudniu został uznany winnym. Skutki? Utrata opaski kapitana oraz ostatnio rozwiązaniem kontraktu sponsorskiego przez Umbro. Może teraz, jeśli za ciosem pójdą kolejni sponsorzy Terry'ego odczuje, że myśleć trzeba nie tylko o kopaniu piłki. Dymanie dziewczyny oraz wyzywanie brata kolegów nie może ciągle przechodzić bezkarnie.
Świetny piłkarz, którego rozum funkcjonuje nieco inaczej, niż powinien. Czy ostatnie wydarzenia dadzą mu do myślenia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz