Chwilę już nie pisałem, ale po tym, co przeczytałem na witrynie Sport.pl, nie mogę powstrzymać się od komentarza. Oto bowiem doszliśmy do momentu, kiedy zacierają się granice między zdrowym rozsądkiem, a chorobą psychiczną. "Kibice" Arki Gdynia napadli na 7-letnich uczestników ogólnopolskiego turnieju w piłce halowej w Redzie, którzy reprezentowali Lechię Gdańsk.
Moją pierwszą myślą było: "coś takiego jest niemożliwe. Przecież żyjemy w cywilizowanym kraju, w XXI wieku. Kibice napadają na dzieci? Nie, to niemożliwe". Mając w pamięci wypowiedzi Wyborczej o "pseudo-kibicach" sceptycznie podchodziłem do tematu. Okazuje się jednak, że mamy do czynienia ze sprawą, o jakiej nie pomyślałby najbardziej zagorzały anty-futbolowiec z redakcji Michnika. Zacząłem czytać, a przy tym rwać sobie włosy z głowy, a mimo młodego wieku mam ich niewiele. Wystarczy, że zacytuję fragment z portalu: "Grupa ok. 15 bandytów w wieku 20-30 lat, niektórzy w kominiarkach zdzierali z dzieci koszulki Lechii, zabierali im szaliki. W obronie dzieci stanęli rodzice. Kiedy wybiegłem z szatni słysząc krzyki jeden z nich leżał już zakrwawiony na podłodze - relacjonuje trener młodych piłkarzy Lechii Grzegorz Grzegorczyk".
Czy normalnym jest, że dorośli ludzie napadają na dzieci? Przecież te dzieci dopiero niedawno zaczęły chodzić do szkoły, do podstawówki! Są to dzieci, które od małego zainteresowały się piłką i chcą trenować, z pewnością przynajmniej część z nich ma marzenia o występowaniu w czołowych ligach europejskich, o reprezentowaniu naszego kraju na mistrzostwach świata. Co dostają w zamian? Manto od zwierząt. Dosłownie zwierząt.
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla ludzi z Gdyni, którzy dopuścili się takiego czynu. Nie może być usprawiedliwienia dla osób, które napadają na bezbronne dzieci, obdzierają je z szalików, szykanują, biją rodziców. Jeśli nasz kraj ma przestać rodzić futbolowych przestępców, my sami musimy przestać im na to pozwalać. Kto bowiem wie, czy któreś z tych dzieci za dziesięć lat nie zechce odwetu na kibicach Arki Gdynia? Oczywiście jestem daleko od takich ocen, ale nie można ich wykluczyć. Uraz w psychice pozostanie bowiem na stałe. Uraz w psychice małego dziecka, które powinno czerpać przyjemność z kopania piłki, nie zaś patrzeć na to, jak jego rodzice są bici przez bandytów z innej drużyny. Jeśli 7-latek patrzy na to, jak jego ojciec leży zakrwawiony przez to, że kibicuje Lechii, a nie Arce, co utrwali się w jego głowie? Oczywiście nie jest powiedziane, że wypaczy to jego umysł w taki sposób, by sam stał się kolejnym rozrabiaką z szalikiem któregoś z zespołów. Być może jednak zniechęci go do dalszej gry w piłkę. Kto wie, może właśnie ten młody człowiek kiedyś przebiłby Roberta Lewandowskiego, albo byłby lepszym stoperem, niż Tomasz Hajto kiedykolwiek.
Napisałem w swoim pierwszym poście: "Tak jak o dawkach śmiertelnych alkoholu piszą 'nie dotyczy Polaków i Rosjan', tak ja napiszę o granicach absurdu - nie dotyczy naszego kraju". I rzeczywiście w dniu, kiedy to skurwysyństwo zostało popełnione, wszelkie granice zostały przekroczone. Jeśli w takiej sytuacji można mówić o jakichkolwiek granicach. Są bowiem pewne zasady, które są ważniejsze. Nie myślałem nigdy, że zacytuję słowa byłego prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego "nie idźcie tą drogą". I tak doszliście za daleko.
W krzywej bramce
wtorek, 14 lutego 2012
piątek, 10 lutego 2012
Ryba psuje się od głowy
Obudziłem się zmartwiony. Zmartwiło mnie to, co martwiło mnie już kiedyś, ale ostatnio jakoś udało mi się myślami od tego uciec. Tymczasem dzisiaj jak piorun w drzewo strzeliła we mnie świadomość tego, że na zbliżających się Mistrzostwach Europy będziemy reprezentowani przez chyba najbardziej prostacki duet na kontynencie. Chodzi oczywiście o Smudę i Latę.
Osobiście bardziej widziałbym ich siedzących w jakimś barze i komentujących aktualne wydarzenia polityczne i sportowe, ciężko mi jest sobie ich wyobrazić wśród najważniejszych ludzi futbolu. Przecież EURO to nie tylko mecze i konferencje prasowe. To także imprezy otwarcia, zamknięcia, prywatne spotkania, bankiety, wywiady dla zagranicznych mediów. Wyobraźmy sobie zatem uroczystą kolację. Wśród gości elita towarzyska, legendy futbolu, wszystko pięknie, ładnie. Wśród nich czai się gdzieś Grzegorz Lato. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka ktoś nie zauważy, że obok kultury on nawet nie stał, to wszelkie wątpliwości rozwieje moment, kiedy nasz prezes zechce porozumiewać się po angielsku. Wiadomo, tłumacz pewnie gdzieś tam będzie się kręcił, pasowałoby jednak, aby osoba pełniąca tak istotną funkcję potrafiła komunikować się w powszechnie znanym języku obcym. Jeszcze gorzej będzie, jeśli Lato zacznie silić się na bycie dowcipnym. Wyjdzie zapewne coś jak "nie ma złych bramkarzy, są tylko źle trafieni" albo "setka w 3 sekundy". Na krajowym podwórku można takie rzeczy traktować z przymrużeniem oka, pośmiać się, jakiego mamy nieudanego prezesa, ale trochę wstyd wyjść z tym do Europy.
A Franciszek Smuda? Ten to z mówieniem po polsku ma kłopoty. W dodatku znany jest ze swoich chamskich wypowiedzi. Zadzwoni ktoś ze SkySports, a Smuda powie "teraz nie mogę. Sram"? Podobno Franiu potrafi porozumiewać się w języku niemieckim, może więc odpuści sobie wywiady po polsku, bo potrzebny będzie kolejny tłumacz.
Przeraża mnie fakt, że te dwie osoby, jako reprezentujące najwyższe pozycje w polskim futbolu, będą reprezentować nasz kraj podczas EURO poza boiskiem. To nie jest dla nich miejsce. Nadają się do tego jak Butterbean do sprintów.
czwartek, 9 lutego 2012
Skandalista John Terry
Doszedłem do wniosku, że John Terry w swoim życiu był wierny tylko jednemu - barwom Chelsea Londyn. Nie licząc kariery juniorskiej w West Ham United i krótkiego wypożyczenia do Nottingham Forrest reprezentował wyłącznie londyńską drużynę, której zresztą jest kapitanem. Ostatnio jednak 31-latek sukcesy odnosi wyłącznie na murawie, bo poza nią jego życie przypomina nieco równię pochyłą. Wszystko toczy się w dół. Szybko.
Terry nie jest do końca normalny. Oczywiście każdy z nas ma swoje własne odchyły, jego jednak są specyficzne i bezsensowne. To nie jest pajacowanie z kumplami po pijaku. To jest jakiś dziwny problem z głową. Już we wrześniu 2001 roku pokazał swoje możliwości. Wraz z Lampardem i Gudjohnsenem został zawieszony przez klub za incydent w barze na lotnisku Heathrow. Co też wymyślił John? Gdy Amerykanie oglądali strażaków szukających ciał w zawalonych budynkach World Trade Center, wraz z koleżkami rzucał w nich jedzeniem, a w końcu któryś z piłkarzy się obnażył. Można powiedzieć, że nie stała się wielka tragedia, pozostał jednak pewien niesmak, poprawiony w sierpniu 2002 roku. Terry był już podstawowym zawodnikiem Chelsea. Pomyślał być może, że wiąże się to z pewnymi pozaboiskowymi przywilejami, postanowił więc zaatakować butelką bramkarza w jednym z londyńskich klubów. Rok później zadebiutował w kadrze Anglii, wkrótce zastąpił Marcela Desailly w funkcji kapitana Chelsea. Zdawało się, że ustabilizował swoje życie prywatne. Kariera pędziła do przodu jak Niemcy w '39. Powtarzam jednak, że Terry normalny nie jest i udowodnił to kolejny raz w 2004 roku, gdy uprawiał sex z 17-letnią Jenny Barker w swoim Bentleyu na publicznym parkingu. Wówczas był już zaręczony z Toni Poole, którą zresztą przed ślubem w 2007 roku zdradził, wg różnych źródeł, około dziewięciu razy. Jako świeżo upieczony mąż zarzekał się, że nigdy więcej tego nie zrobi. Oczywiście się nie udało. Jaki byłby z niego wtedy skandalista?!
W styczniu 2010 jak bomba wybuchła informacja o tym, że John przez 4 miesiące w 2009 roku miał romans z Vanessą Perroncel, która wówczas była dziewczyną Wayne'a Bridge'a. To się w głowie nie mieści. Kapitan reprezentacji Anglii stuka dziewczynę kolegi z kadry i wcześniej z klubu. Czy Terry myślał, że zadziała zasada "brat po bracie na jednym blacie"? Jeśli tak, grubo się pomylił. Został pozbawiony funkcji kapitana, tabloidy o tej sprawie pisały bardzo długo i bardzo dużo. Terry jako człowiek wydawał się spalony. Pozostawała mu zatem gra w piłkę. A to w dalszym ciągu wychodziło mu świetnie. Na tyle, że w marcu 2011 roku odzyskał tytuł kapitana reprezentacji. Decyzja ta zresztą spotkała się z falą krytyki wobec Fabio Capello.
Długo na tym stanowisku się jednak nie utrzymał. Tym razem pokazał nawet na boisku, że z jego głową ciężko. 2 listopada 2011 roku policja wszczęła dochodzenie w sprawie rasistowskich wypowiedzi wobec Antona Ferdinanda, brata Rio Ferdinanda, z którym Terry gra na środku obrony w kadrze, podczas meczu z Queens Park Rangers. Co takiego powiedział nasz bohater? "Fucking black cunt" czyli w lużnym tłumaczeniu "pierdolonym czarnym debilem". W grudniu został uznany winnym. Skutki? Utrata opaski kapitana oraz ostatnio rozwiązaniem kontraktu sponsorskiego przez Umbro. Może teraz, jeśli za ciosem pójdą kolejni sponsorzy Terry'ego odczuje, że myśleć trzeba nie tylko o kopaniu piłki. Dymanie dziewczyny oraz wyzywanie brata kolegów nie może ciągle przechodzić bezkarnie.
Świetny piłkarz, którego rozum funkcjonuje nieco inaczej, niż powinien. Czy ostatnie wydarzenia dadzą mu do myślenia?
Cyrk roku 2012 - sprawa Stadionu Narodowego
Ani Kafka, ani Joseph Heller by tego nie wymyślili. Tak jak o dawkach śmiertelnych alkoholu na butelkach piszą "nie dotyczy Polaków i Rosjan", tak ja napiszę o granicach absurdu - nie dotyczy naszego kraju. Najdroższy obiekt piłkarski w Polsce, jeden z symboli nadchodzących Mistrzostw Europy, nadaje się wyłącznie do oglądania i ewentualnego podziwiania.
Trzykrotnie większe niż zakładano koszty, opóźnienia w budowie, problem z rozsuwaniem dachu i wreszcie kulminacja ambarasu, jaki zgotowali nam: Alpine - Hydrobudowa - PBG, Narodowe Centrum Sportu i Ministerstwo Sportu - przeniesienie meczu otwarcia do Gdańska. Bo wadliwe schody. Nie można we wrześniu zagrać, bo schody źle zrobiono. Argumentacja jak w słynnym "bo zupa była za słona". Więc z Niemcami zagrała kadra Smudy w Gdańsku. No przepraszam bardzo, ale otwierać stadion z Warszawy w Gdańsku to nawet David Copperfield nie potrafi. Oczywiście na tym skończyć się nie mogło. To by było zbyt proste, a premie dla wykonawców jeszcze większe. Odbył się jakiśtam koncert na betonie. Nie interesuje mnie nawet, kto tam występował. Z pewnością nie była to Shakira. A niedługo potem...
Pojawiła się kwestia, którą media sportowe żyły przez ostatnie tygodnie. Superpuchar Polski. Dla mnie w ogóle kwestią nieprawdopodobną jest rozgrywanie meczu o Superpuchar Polski sezonu 2010-2011 w lutym roku 2012. Czy gdziekolwiek na świecie dzieją się podobne rzeczy? Pytam, bo nie wiem, ale szczerze wątpię. Zresztą generalnie wszyscy mieli w dupie ten mecz, zaczynając od drużyn, kończąc na ludziach nie kibicujących ani Wiśle, ani Legii. Tak jak kiedyś Puchar Ekstraklasy. No, ale skoro miał już być, to niechby się odbył dla świętego spokoju. Niechby... Nie jest to jednak takie proste. W końcu ktoś uświadomił sobie, że na tym meczu pojawią się kibice! Gratuluję błyskotliwej logiki, która wytworzyła reakcję łańcuchową. Oto bowiem drogą dedukcji udało się dojść do wniosku, że będą to kibice Legii i Wisły, i z pewnością narobią ambarasu. Awantura murowana! Więc zaczęły się kombinacje. Trzeba zrobić z nimi porządek, bo szkoda tak pięknego obiektu. Pojawia się więc pytanie, dla kogo powstał Stadion Narodowy. Dla kibiców? Z pewnością nie. Prędzej dla turystów. Przyjedzie wycieczka z Tokio i sobie zrobi kilka fotek przy wiklinowym koszu za 2 miliardy złotych. W końcu zdecydowano - mecz się nie odbędzie! Oficjalny powód - brak łączności między poziomami stadionu. Na szczęście i Legia, i Wisła miały przygotowanych sparingpartnerów, kolejno ŁKS i Sandecję Nowy Sącz, w końcu za tydzień grają w Lidze Europy. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czym błysnęła minister sportu Joanna Mucha. Zadała ona trafne pytanie - kto wybierał drużyny, które mają zagrać w Superpucharze. No kto? Co za cymbał wybrał Legię i Wisłę? Kto chciał narazić stolicę i Stadion Narodowy na zamieszki, rozboje i bijatyki? Pani Joanno, sport nie kończy się na szachach czy badmintonie. Jeśli nie ma Pani pojęcia o piłce nożnej, niech na drugi raz poprosi Pani kogoś o wytłumaczenie tak zawiłych zasad rozgrywek piłkarskich w Polsce.
Wychodzi więc na to, że na kilka miesięcy przed EURO Stadion Narodowy nie jest gotowy, ale za to dostarcza wielu emocji. Nawet jeśli są one złe, mamy minister, która potrafi rozweselić jak nikt inny.
Trzykrotnie większe niż zakładano koszty, opóźnienia w budowie, problem z rozsuwaniem dachu i wreszcie kulminacja ambarasu, jaki zgotowali nam: Alpine - Hydrobudowa - PBG, Narodowe Centrum Sportu i Ministerstwo Sportu - przeniesienie meczu otwarcia do Gdańska. Bo wadliwe schody. Nie można we wrześniu zagrać, bo schody źle zrobiono. Argumentacja jak w słynnym "bo zupa była za słona". Więc z Niemcami zagrała kadra Smudy w Gdańsku. No przepraszam bardzo, ale otwierać stadion z Warszawy w Gdańsku to nawet David Copperfield nie potrafi. Oczywiście na tym skończyć się nie mogło. To by było zbyt proste, a premie dla wykonawców jeszcze większe. Odbył się jakiśtam koncert na betonie. Nie interesuje mnie nawet, kto tam występował. Z pewnością nie była to Shakira. A niedługo potem...
Pojawiła się kwestia, którą media sportowe żyły przez ostatnie tygodnie. Superpuchar Polski. Dla mnie w ogóle kwestią nieprawdopodobną jest rozgrywanie meczu o Superpuchar Polski sezonu 2010-2011 w lutym roku 2012. Czy gdziekolwiek na świecie dzieją się podobne rzeczy? Pytam, bo nie wiem, ale szczerze wątpię. Zresztą generalnie wszyscy mieli w dupie ten mecz, zaczynając od drużyn, kończąc na ludziach nie kibicujących ani Wiśle, ani Legii. Tak jak kiedyś Puchar Ekstraklasy. No, ale skoro miał już być, to niechby się odbył dla świętego spokoju. Niechby... Nie jest to jednak takie proste. W końcu ktoś uświadomił sobie, że na tym meczu pojawią się kibice! Gratuluję błyskotliwej logiki, która wytworzyła reakcję łańcuchową. Oto bowiem drogą dedukcji udało się dojść do wniosku, że będą to kibice Legii i Wisły, i z pewnością narobią ambarasu. Awantura murowana! Więc zaczęły się kombinacje. Trzeba zrobić z nimi porządek, bo szkoda tak pięknego obiektu. Pojawia się więc pytanie, dla kogo powstał Stadion Narodowy. Dla kibiców? Z pewnością nie. Prędzej dla turystów. Przyjedzie wycieczka z Tokio i sobie zrobi kilka fotek przy wiklinowym koszu za 2 miliardy złotych. W końcu zdecydowano - mecz się nie odbędzie! Oficjalny powód - brak łączności między poziomami stadionu. Na szczęście i Legia, i Wisła miały przygotowanych sparingpartnerów, kolejno ŁKS i Sandecję Nowy Sącz, w końcu za tydzień grają w Lidze Europy. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czym błysnęła minister sportu Joanna Mucha. Zadała ona trafne pytanie - kto wybierał drużyny, które mają zagrać w Superpucharze. No kto? Co za cymbał wybrał Legię i Wisłę? Kto chciał narazić stolicę i Stadion Narodowy na zamieszki, rozboje i bijatyki? Pani Joanno, sport nie kończy się na szachach czy badmintonie. Jeśli nie ma Pani pojęcia o piłce nożnej, niech na drugi raz poprosi Pani kogoś o wytłumaczenie tak zawiłych zasad rozgrywek piłkarskich w Polsce.
Wychodzi więc na to, że na kilka miesięcy przed EURO Stadion Narodowy nie jest gotowy, ale za to dostarcza wielu emocji. Nawet jeśli są one złe, mamy minister, która potrafi rozweselić jak nikt inny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)